Cz IV Historia sąsiedztwa Bydgoszcz-Toruń

0. Wstęp do wydania trzeciego

 

Dlaczego rządzącym obu miasto tak trudno się współcześnie (2016) dogadać?

 

Współpraca Torunia i Bydgoszczy jest narzucana centralnymi nakazami administracyjnymi.

Nie wynika z naturalnego łączenia sąsiednich kapitałów obu miast dla osiągnięcia większego efektu gospodarczego. Efekty finansowe nie zostają w miastach. Wędrują do Warszawy. Tam są centralnie rozdzielane. Urzędnik miejski, gminny aplikuje o nie. Jest ważniejszy od przedsiębiorcy.

 

   Wspominam: Podczas dawnej wizyty u prezydenta Bydgoszczy, Krzysztofa Chmary, przedstawiałem delegację klubu Rotary International z Huston, USA. Rozmawialiśmy po angielsku bez tłumacza. Był to prezydent, który miał zastępców z profesorskimi tytułami. Amerykańscy Rotarianie, po odwiedzeniu Torunia, z entuzjazmem twierdzili, że tandem Bydgoszczy i Torunia ma idealne możliwości uzupełniającej się aktywności gospodarczej, kulturalnej, społecznej. Podawali wzory leżących blisko siebie, współpracujących miast USA.

 

   Polska demokratyzowała się wówczas. Oczekiwaliśmy prawa o większym zaufaniu do samorządów. Prawa z  istotną samodzielnością ekonomiczną. Nie doczekaliśmy się.

Wzory amerykańskie, japońskie, chińskie, szwajcarskie? To był i jest inny świat.

Poznajemy go na wycieczkach  

Wg „The Economist” - rządzący Polską, po przemianach ustrojowych, w porównaniu z innymi postkomunistycznymi krajami środkowej Europy, w najmniejszym stopniu zrezygnowali z gospodarki centralistycznej. Także w prawnych podstawach ekonomicznej i administracyjnej samodzielności samorządów. Zachowali najwięcej zcentralizowania.

Najmniej zaufali inicjatywom oddolnym, samorządowym.

Współczesne obowiązujące prawo w Polsce nie stwarza warunków naturalnej gospodarczej współpracy sąsiednich miast i gmin.

Wyniki finansowe przedsiębiorców nie mają bezpośredniego wpływy na tworzenie budżetu miasta i gminy. Podatki bezpośrednie z zysku oraz pośrednie - VAT przekazywane są w całości do centrali w Warszawie.

Przedsiębiorczość urzędnicza, aplikująca o ośrodki centralne i europejskie,  ma decydujący wpływ na budżet miasta i gminy. Także na rozdział tych środków.

Przedsiębiorcy, mnożący majątek narodowy, raczej nie uczestniczą w decyzjach.

Znajomość urzędników z przedsiębiorcami jest raczej kłopotliwa przy przetargach.

 

Jak jest w innych krajach Europy i świata?

Wszyscy wyjeżdżamy. Czy to służbowo czy to turystycznie. Prowadzimy rozmowy.

Nie tylko rozrywkowe. Także na temat dialogu społecznego, prawa pracy, podstaw ekonomicznych samorządności lokalnych. Nie musimy znać języka. Często przewodnikami biur podróży są Polacy mieszkający od lat w danym kraju. Było tak ostatnio w Japonii, Chinach, Dominikanie, Wenezueli.

Przewodnicy nie wszystko wiedza, ale dzwonią i dowiadują się.

 

   Dowiadujemy się, że w Chinach jest mniej centralizacji niż w Polsce w zakresie zaufania do samorządów. Tam 30 % podatku VAT oraz część podatku od zysku jest przekazywana bezpośrednio  do kas miejskich i gminnych.

Sieć komunikacji miejskiej na ogół trzy i więcej poziomowa budowana jest z budżetu miejskiego bez dotacji.

W Polsce ani jeden procent z VAT’u czy podatku od zysku nie jest przekazywany bezpośrednio do budżetu władz lokalnych. Jedynie około 30 % podatku od wynagrodzeń.

 

   Gdy jesteśmy na nartach w Szwajcarii, dowiadujemy, że parlament - Rada Narodu ma tylko 200 posłów, a zaledwie pięciu z nich nie jest związana z przedsiębiorczością prywatną.

W Polsce w radach gminnych zasiadają niebogaci a oddani gminie aktywiści społeczni, nauczyciele, urzędnicy, emeryci i kombatanci.

W Polsce przedsiębiorcy raczej unikają ław poselskich, także  rad miejskich i gminnych.

Tam traktowani są  jak potencjalne zagrożenie uczciwości.

Tam corocznymi deklaracjami majątkowymi muszą udowodnić, że nie kradną.

W Szwajcarii wydana została broszurka  H. Schneidera, przetłumaczona na język polski p/t. „Dialog Społeczny w Szwajcarii”. Polecam. Można ją znaleźć w Internecie na stronie WWW.pracodawcyrp.pl/projekt-szwajcarski

Tam też znajdujemy broszurkę „Nowy model zbiorowego prawa pracy”, wydaną w porozumieniu z Ministerstwem Pracy i Polityki Społecznej.              

 

   Bywam w Szwecji. N/p. w Valstórbe koło Malmó. W radzie gminnej są tam przedstawiciele tych, którzy płacą największe podatki. Podatki te są częściowo bezpośrednio przekazywane do budżetu gminy (zarówno z zysku jaki i z VAT). Podatnicy w radzie dysponują częścią własnych podatków i decydują o ich wydawaniu, n/p. o budowie domów spokojnej starości.

Przy wydawaniu własnych pieniędzy trudno o nadużycia i łapówki.

 

   W Niemczech zarobki do poziomu najniższej płacy nie są opodatkowane. Zmniejsza to koszty pracy, ceny ofertowe, a więc bezrobocie. Zachęca zatrudnienie nisko zarabiających, młodzieży, kobiet z dziećmi, emerytów, niepełnosprawnych, w niepełnych etatach itd.

 

   Jesteśmy  w Wielkiej Brytanii, n/p w Liverpoolu. Może w Manchesterze, gdzie pojechaliśmy na mecz „czerwonych diabłów”. Tam rada miejska pożycza od banku pieniądze, na zakup terenów i budowę infrastruktury, zaprasza przedsiębiorstwa. Z ich podatków (także z zysku i VAT) spłaca kredyt bankowy.

   Nie do pomyślenia w Polsce, gdzie bezpośrednie wpływy podatkowe gmin i miast w Polsce to na ogół mniej niż 40 % ich wydatków.

 

   Polskie prawo o zamówieniach publicznych miało zapobiec nieuczciwości. W praktyce zmusza do nieuczciwości. Także do najniższej jakości. Także do szukania sprytnych sposobów aby nie płacić kolejnym podwykonawcom, To stosowane popularnie środki aby utrzymać się na rynku. Trzeba oferować cenę poniżej „normalnych” kosztów.

 

Powyższy skrót ledwie zaznacza górę anormalności prawnych.

 

     Poziom wiedzy społeczeństwa decyduje o jego odporności na hasła populistyczne.

     Poziom wiedzy polityków i ich rzetelność - o aktywizujących rozwiązaniach prawnych.